Czy literatura erotyczna zdominuje rynek wydawniczy?

Sukces erotycznych powieści Blanki Lipińskiej sprawił, że w księgarniach zapanował prawdziwy wysyp książek o silnym zabarwieniu seksualnym. Jesteśmy wręcz świadkami prawdziwej epidemii tego typu gatunku. Czy jest to trend chwilowy, czy stały? Przecież literatura erotyczna istniała zawsze, wystarczy wspomnieć takie klasyki, jak „Pamiętniki Fanny Hill”, albo „100 dni Sodomy”. Różnica pomiędzy tymi powieściami a współcześnie tworzoną literaturą erotyczną jest jednak zasadnicza – tam widać było znamiona artyzmu, mimo że książki traktowały o czymś, co często się spłyca i szufladkuje. Wystarczy obecnie przejść się do najpopularniejszych sieci księgarni, aby zobaczyć, ja wiele erotycznego wodolejstwa namnożyło się w ostatnim czasie. A wszystko przez to, że grafomani poczuli zwiększony przypływ talentu na bazie zazdrości. Jeśli ktoś na wulgarnym języku, a niekoniecznie dobrym stylu pisarstwa pod względem gramatycznym  mógł zarobić kupę kasy, to dlaczego mnie miałoby się nie udać?

Seks w książce stał się wiodącym towarem

Mamy do czynienia z precedensem. Czy jest on groźny, czy też nie – trudno powiedzieć. Na pewno myślących czytelników, przyzwyczajonych do tego, że książka powinna coś wnosić do naszego życia, taki stan rzeczy może zaniepokoić. Żyjemy w kraju, gdzie przeciętny Polak czyta 1,5 książki rocznie. To mniej, niż mało. I nagle pojawia się ktoś, kto rozwala system, a wszyscy inni pisarze, próbujący tematyką, stylem pisania, dawkowania emocji równać w górę skręcają się ze złości, mając ochotę urwać głowę konkurentce lub deportować ją do najdalszego miejsca na Ziemi, byle tylko nie wydawała następnych książek. Pisarze spoza kręgu publikacji erotycznych, nieszczycących się zbyt wysokim poziomem, mają prawo czuć się rozgoryczeni. Każdy pisarz chciałby nie tylko zarabiać na swojej twórczości, ale także zostać docenionym. Kolejna dziedzina sztuki została „zcelebrytyzowana”. Czasy sprawiły, że nawet sklepowa ze sklepu osiedlowego chce być traktowana jak gwiazda pierwszej wielkości.

Książka o wulgarnym seksie – patentem na szybki sukces i kasę

Książki o tematyce erotycznej z pogranicza BDSM wykluwają się na rynku w tempie szybszym od tempa kurczaków wielkanocnych. Jest zapotrzebowanie na tego typu literaturę i zawsze było, tylko, że teraz zostało nadmuchane do granic absurdu. Okładki tych „cudów” przygotowywane są na bazie jednakowego schematu. Oczywiście, nie generalizujemy, ale w większości przypadków jest tak, jak następuje: popiersie umięśnionego faceta w garniturze, napięty materiał koszuli, ciasno zapięty krawat, nie widzimy twarzy, tylko część brody z obfitym zarostem, duże dłonie. W dole może być głowa kobieca na wysokości krocza, co od razu wzbudza skojarzenia. Okładka może sugerować, że kobieta jest naga i związana. Tak pokrótce prezentują się okładki książek z dziedziny erotyki trzeciej już właściwie dekady XXI wieku. Trzeba jednak przyznać, że Pani Lipińska w kwestii okładek swoich książek wykazała się minimalizmem i skromnością. Są tam tylko półprofile męskie i jej osobisty. Nie wiemy, co lepsze. Wrzucenie siebie samej na okładce, prawdopodobnie podyktowane narcyzmem, czy pójście za wypróbowanym patentem, który jednak w znacznym stopniu został wykorzystany na plakatach promujących film „365 dni”.

Seks też może się znudzić… – nawet, jeśli jest tylko pisany

Co rusz wychodzi jakaś nowa książka, będąca bardziej lub mniej wierną kopią osławionego już „Gray’a”. Obrońcy moralności głośno krzyczą, że ta tematyka się przejada. Ludzkość w sprawie seksu jest zjawiskiem naprawdę dziwacznym. Jedyną pretensję, jaką można mieć do twórców erotycznych dzieł dla Grażyn tęskniących za prawdziwym macho da się zauważyć w postaci braku fantazji oraz nagminnym zrzynaniu pomysłów z książek wcześniej już poznanych. Wulgaryzacja języka też ma swoje granice, a trudno znaleźć w tej branży kogoś, kto w pisaniu o seksie doszedł do pewnej równowagi. Tylko wtedy tego typu książki można czytać z przyjemnością. Pieprzenie na co drugiej stronie jest słabe. Trzeba mieć przez wiele lat w życiu prywatnym ogromną posuchę seksualną, by co dwie strony kipić z podniecenia.

Jak długo ten trend się utrzyma?

Każdy jest prorokiem we własnym domu. Seks zawsze sprzedawał się idealnie, nieważne, czy chodziło o idoli muzycznych, czy aktorów, teraz dochodzi jeszcze pisarstwo. Jednym z nielicznych plusów dla tego zjawiska jest fakt, że pisarze wreszcie przestaną być postrzegani jako ludzie żyjący w biedzie od jednego przelewu do drugiego, chodzący w podartych swetrach i myjący się co trzeci dzień, bo przecież większą część życia spędzają przy swoich komputerach, otoczeni gromadką kotów. Masowa literatura, pisana niekoniecznie sprawnym i bogatym językiem ma prawo do istnienia. Ważne jest, aby biblioteki, wydawnictwa oraz wszelkie inne instytucje związane z czynnym promowaniem czytelnictwa wychodziły z oddolnymi inicjatywami, dzięki którym zwłaszcza młodzi ludzie zauważą, że nie tylko seks da się ciekawie przedstawić w książkach. Blanka Lipińska zgarnęła fortunę. Rekordem pobiła Tokarczuk. A niech ma! Hamburger z fast foodu raz na jakiś czas nie powinien nam zaszkodzić, nawet jeśli na co dzień lubujemy wyłącznie w kawiorze najwyższej jakości.

Sebastian Szydłowski

Sebastian Szydłowski

Sebastian Szydłowski mieszka i pracuje w Irlandii, gdzie zdobył tytuł naukowy z dziedziny nauk farmaceutycznych. Web developer z zamiłowania, expert SEO od dwóch lat związany z marketingiem internetowym. Nie głosuje, inwestuje na Forex i dba o wysokie rankingi stron swoich klientów. Wszystkie artykuły autora